[ Stowarzyszenie Architektów Polskich - Oddział Białystok ]
  • KP: Plac Inwalidów: Galeria handlowa - 20 tys. m2, hotel - 9 tys. m2, a wszystko w cztery lata. KP: Galeria Jagiellońska za 60 mln euro: 200 sklepów, restauracje, kino, kręgielnia. Będzie największa w Białymstoku.
  • KP: Warszawscy architekci zmienili projekt Książnicy
  • Rynek Kościuszki: Inna wizja KOSZAŁKA
  • Książka o Bukowskim: odbudował Białystok - autorem jest białostocki konserwator sztuki Sebastian Wicher
  • Stanisław Bukowski. To on zbudował Białystok, który znamy. Miasto odzyskane z ruin.
  • Nowy białostocki stadion - zaprojektowany
  • Dlaczego nie zostałem architektem
  • Trwają prace Zespołów uczestniczących w Konkursie architektonicznym na Kampus zorganizowanego przez Uniwersytet w Białymstoku.
  • Rezydencje? Apartamenty? Nie, domki-mikrusy. Po co dużo płacić za duże mieszkanie i ciągle w nim sprzątać? Minimalizm kontra konsupcjonizm? To dzieje się w Stanach Zjednocznonych Ameryki.
  • Po ... latach dumania i szukania lokalizacji - Zarząd województwa podlaskiego ogłosił przetarg na opracowanie całościowej koncepcji budowy lotniska !!!???
  • Warszawa - Norblina nie można zburzyć - Zabytkowa fabryka Norblina potrzebuje inwestora z klasą! A czy my pozwolimy na bezkarne wyburzenie starego Białegostoku?
  • Szyldy i reklamy to też śmieci! A jak jest z tym w Białymstoku?
  • Kupcy z pl. Grunwaldzkiego będą mieli halę - tak będzie we Wrocławiu a w Białymstoku ?
  • <- powrót
    Kurier Poranny: Białystok pięciu stref społecznych. Gdzie mieszkają najbogatsi, a gdzie ubodzy? dodano: 2010-01-16 14:05:39

    Białystok pięciu stref społecznych. Gdzie mieszkają najbogatsi, a gdzie ubodzy?

    Tomasz Mikulicz, 16 stycznia 2010, Kurier Poranny - portal regionalny 

    Od centrum na wszystkie strony rozchodzą się coraz to większe, nieregularne okręgi. W Białymstoku jest ich pięć.

    W drugiej strefie mieszkają w przeważającej mierze ludzie ubożsi. Najczęściej są to emeryci i studenci. Pierwotnie była to jednak strefa elit.(Fot. sxc.hu)

    Dzielenie miasta na strefy to pomysł działającej na przełomie XIX i XX wieku tzw. szkoły chicagowskiej. Tacy socjologowie jak Robert Park czy Ernest Burgess twierdzili, że istnieje zależność między zachowaniem człowieka a okolicą, w której mieszka. Można na tej podstawie stworzyć swego rodzaju schemat. Wygląda to w ten sposób, że od centrum na wszystkie strony rozchodzą się coraz to większe, nieregularne okręgi. W Białymstoku jest ich pięć.

    W obrębie pierwszego takiego okręgu mieści się ścisłe centrum. To tam skupiają się duże sklepy, banki, hotele, urzędy itd. Moim zdaniem, w naszym mieście strefa ta leży między aleją Piłsudskiego, ulicą Krakowską, Kalinowskiego i Skłodowskiej (do skrzyżowania z Waszyngtona). Swoim zakresem obejmuje też Pałac Branickich i część ulicy Mickiewicza. - Jeżeli się uprzeć, to można ją jeszcze poszerzyć o okolice ulicy Świętojańskiej, bo od kiedy powstała tam galeria Alfa, sporo mieszkańców właśnie tam spędza wolny czas - mówi Sadowski.

    Druga strefa, nazywana przez profesora przejściową, okala pierwszą i zamyka się w obrębie ulicy Towarowej, Poleskiej, Kopernika, Bohaterów Monte Cassino, Zwierzynieckiej i Piastowskiej.

    - I to właśnie dzięki połączeniu tych dwóch ostatnich wyklarował się nam zamknięty okrąg - mówi Sadowski.

    W tak zakreślonej strefie mieszkają w przeważającej mierze ludzie ubożsi. Najczęściej są to emeryci i studenci. Pierwotnie była to jednak strefa elit.

    - Kiedy po II wojnie światowej zaczęły się tworzyć takie osiedla jak Sienkiewicza, Mickiewicza czy Przydworcowe, każdy chciał tam zamieszkać. Pamiętam, że w latach 70. szczytem marzeń było dostanie mieszkania na Piaskach. Po upadku komunizmu sytuacja się odwróciła. Ludzie zaczęli opuszczać bloki z chęcią zamieszkania w domach jednorodzinnych. Na blokowiskach zostały więc osoby starsze, które nie chciały się nigdzie ruszać, oraz osoby, które nie mogły sobie pozwolić na kupno domu. Opuszczone po bogatszych lokatorach mieszkania zaczęły być wynajmowane. Dlatego też w blokach okalających centrum mieszka sporo studentów - opowiada Sadowski.

    Kolejną z wyodrębnionych przez niego stref jest strefa robotniczo-przemysłowa. Tutaj granica opiera się mniej więcej na ulicy 27 Lipca, Andersa, Maczka, Kleeberga i Elewatorskiej. Później obwódka naszego nieregularnego kółka przecina Starosielce i po obrzeżach miasta dociera do ulicy Ciołkowskiego, obejmuje Dojlidy, biegnie Plażową i dalej, zamyka się na styku z 27 Lipca. W obrębie tego dość sporego terenu mieszczą się zakłady pracy.

    - Ktoś mógłby powiedzieć, że tak było w minionej epoce, a teraz tereny te w większości nie spełniają już funkcji przemysłowych. To prawda, ale pamiętajmy, że wciąż przecież istnieją na przykład: Elektrociepłownia i Bison-Bial przy Andersa, browar na Dojlidach czy też huta szkła niedaleko 27 Lipca. Przecież pracuje tam sporo ludzi - wyjaśnia profesor.

    Kolejną, czwartą już strefę zajmują przedstawiciele tworzącej się właśnie tzw. klasy średniej. - Są to ludzie sukcesu, którzy po upadku komunizmu przenieśli się z bloków ze strefy drugiej do własnych domów. Dzięki temu powstały takie osiedla jak Jaroszówka, Wyżyny, Dojlidy Górne czy też Nowe Miasto - mówi Sadowski.

    Ostatnia już strefa obejmuje obrzeża miasta i często wychodzi poza jego obręb. - Są to na przykład nieregularnie poustawiane wille na trasie do Zabłudowa czy Warszawy. Mieszkają tam ludzie tzw. aspirujący, którzy pragną należeć do klasy wyższej. Kupują więc tanim kosztem ziemię od rolników i stawiają sobie okazałe domy. Często odbywa się to w sposób bardzo chaotyczny, stąd też tamtejsza zabudowa może się nam wydać dość przypadkowa - opisuje profesor.

    O chaosie architektonicznym terenów podmiejskich mówi też Janusz Kaczyński, białostocki architekt. - To taka trochę strefa chaosu. Nie dość, że możemy tam spotkać zupełnie niepasujące do siebie wille, to jeszcze sporo jest salonów samochodowych, warsztatów itd. I to wszystko oczywiście przy braku jakiegokolwiek planowania przestrzennego - opowiada. Dodaje, że biorąc pod uwagę architekturę, poza wspomnianą strefą chaosu można w Białymstoku wyróżnić jeszcze dwa charakterystyczne obszary.

    - Pierwszy to ścisłe centrum z zalążkiem starego miasta i występującymi tu takimi znamiennymi zabytkami jak Pałac Branickich czy kościół farny. Drugą, okalającą centrum strefą jest tzw. sypialnia. W jej skład wchodzą osiedla bloków i domków jednorodzinnych - mówi Kaczyński.

    Zwraca uwagę na to, że aby Białystok mógł się dalej rozwijać, należy wzmocnić centrum i rozciągnąć je tak daleko, jak się tylko da. - Władze miasta powinny wspierać wszelkie zmierzające ku temu inicjatywy. Uważam też, że należy robić wszystko, aby do centrum niejako dołączyć okolice ulicy Warszawskiej i Bojary - opowiada Kaczyński.

    Profesor Sadowski podkreśla zaś, że ten proces już się powoli odbywa. - Przy Warszawskiej powstało przecież niedawno Centrum Zamenhofa, jest tam Muzeum Historyczne i Wydział Ekonomii i Zarządzania UwB. Jeżeli zaś na Bojarach powstałby piękny skansen, który przyciągnąłby tam ludzi, to również ta dzielnica stałaby się częściej niż dziś odwiedzana - mówi.

    Dodaje, że o charakterze centrum może w przyszłości przesądzić obserwowany ostatnimi czasy ciekawy proces.

    - Na razie ma on w Białymstoku charakter szczątkowy, ale myślę, że z biegiem lat będzie coraz bardziej widoczny. Chodzi o wracanie ludzi bogatych do wspomnianej przeze mnie strefy drugiej. Wiąże się to z występującym na całym świecie tworzeniem się tzw. klasy metropolitalnej. W jej skład wchodzą pracoholicy, ludzie, którzy muszą być wciąż dyspozycyjni, ci, którzy przedkładają robienie kariery nad zakładanie rodziny, itd. Często nie chcą oni tracić czasu na to, by dojeżdżać do swoich miejsc pracy. Tak więc z odległych domków jednorodzinnych wprowadzają się do bloków w pobliżu centrum - opowiada Sadowski.

    Podkreśla, że przedstawiciele nowej klasy, w przeciwieństwie do studentów czy emerytów, mają pieniądze na remonty elewacji, tworzenie ozdobnych tarasów, wind itd. Nieraz przebijają ściany i z dwóch mieszkań robią jedno. Często też zajmują tzw. lofty, czyli pomieszczenia po dawnych fabrykach, i przerabiają je na okazałe mieszkania.

    - Może kiedyś centrum Białegostoku będzie dzięki temu przypominało śródmieście Paryża, gdzie od stuleci kwitnie życie kulturalne. To właśnie tam swoje pracownie mają wszelkiego rodzaju artyści, tam się najwięcej dzieje - mówi dr Elżbieta Gawryluk z Instytutu Socjologii UwB. Dodaje, że w najbujniejszym okresie rozwoju miasta, czyli w XIX wieku, to w centrum mieszkały elity.

    - Ludzie z warstwy wyższej (czyli w tamtym okresie głównie fabrykanci) mieszkali głównie przy ulicy Warszawskiej i częściowo przy Lipowej. To tam powstawały wystawne pałacyki. W centrum było też sporo kamieniczek, które często były wynajmowane pod usługi. Policzyłem kiedyś, że w połowie lat 30. XX wieku w obrębie Rynku Kościuszki stało 49 budynków, w których było zlokalizowanych aż 465 rozmaitych sklepików, zakładów usługowych czy niewielkich knajpek - mówi Andrzej Lechowski, historyk i dyrektor Muzeum Podlaskiego.

    Pod koniec okresu międzywojennego w okolicach dzisiejszej ulicy Świętojańskiej zaczęła się tworzyć kolonia urzędnicza. Jeżeli chodzi o ubogie dzielnice robotnicze, to były to oczywiście Chanajki. - Po II wojnie światowej wszystko uległo zmianie. Kiedy w 1956 roku wydano pierwszy powojenny przewodnik po Białymstoku, jako jedno z najważniejszych osiągnięć nowego ustroju uznano w nim budowę bloków w rejonie ulicy Zamenhofa i Białówny. Autor przewodnika pisał, że w miejscu burżuazyjnych domów wyrosło osiedle, na którym szanuje się sprawiedliwość społeczną. Często więc zdarzało się tak, że w jednym bloku mieszkali obok siebie główny inżynier z fabryki i zwykły robotnik - opowiada Lechowski.

    Podkreśla, że w komunizmie dało się też zauważyć zjawisko polegające na tym, że ludzie mniej zwracali uwagę na to, obok kogo mieszkają, a bardziej na to, czy będą mieli blisko do pracy. - Teraz już się to nieco zmienia. Często jednak nawet na słynnych osiedlach "za szlabanem" dobór jest dość przypadkowy. Liczy się to, ile ktoś ma pieniędzy, a nie to, jakie ma wykształcenie czy też potrzeby intelektualne - mówi Lechowski.

    Dodaje jednak, że powoli i u nas tworzy się już tzw. klasa średnia. - Czasy fury, skóry i komóry mamy już raczej za sobą - śmieje się.


    [ Dodaj komentarz ]
    Komentarze
    ian (2010-01-26 17:35:10)
    za zgodą Prezesa zamieszczam informację z korespondencji jaka przyszła do SARP-u. Przedstawicielem SARP-u na tej konferencji będzie dr inz. arch. Wojciech Niebrzydowski. ....................................................................................... a poniżej przedstawiam cały list: "Do Pana Mirosława Siemionowa Szanowny Panie, Kontakt mailowy do Pana otrzymałam od Łukasza Kuźmy, który się z Panem kontaktował w sprawie udziału SARP w trzeciej otwartej dyskusji w ramach projektu "Ładniej? PRL w przestrzeni miasta". Dyskusja odbędzie się 1 lutego b.r. o godz. 18.00, tradycyjnie w auli Wydziału Historyczno-Socjologicznego. Tym razem zatytułowana będzie "Zostawić/Zastawić. PRL w przestrzeni miasta". Zaplanowaliśmy udział pięciu panelistów. Swój akces potwierdzili już p. Sebastian Wicher, p. Andrzej Lechowski i p. Jerzy Tokajuk. W poniedziałek spodziewam się ostatecznej odpowiedzi od p. Marka Kietlińskiego. Dyskusję poprowadzę ja wraz z kolegą z Instytutu Socjologii - Maciejem Białousem. W wymiarze instytucjonalnym jest ona wspólnym przedsięwzięciem Fundacji UwB, Instytutu Socjologii i białostockiego klubu Krytyki Politycznej. Sam projekt "Ładniej?" poświęcony jest przemianom w przestrzeni miejskiej Białegostoku w okresie ostatnich 20-30 lat. Zmiany te próbowaliśmy uchwycić na fotografiach, przedyskutować podczas otwartych spotkań (pierwsze odbyło się w marcu ub.r. pod hasłem "Ładniej? O jakości i przemianach przestrzeni miejskiej"; drugie - w maju - pod tytułem "Decydenci vs. Dysydenci") i poddać krytycznemu oglądowi młodzieży w ramach warsztatu aktywizacyjnego "Miasto jest dla ludzi" (zrelacjonaowanego przez TVP Białystok w reportażu pod tym samym tytułem). Zapraszam także do odwiedzenia strony internetowej projektu - www.ladniej.uwb.edu.pl, która powstała dzięki pracy wolontariuszy. Projekt "Ładniej?" sfinalizuje niewielka publikacja, którą mamy nadzieję zaprezentować przy okazji dyskusji. W 2010 roku zamierzamy kontynuować wyznaczoną przez "Ładniej?" ścieżkę działania i uruchomić nowy projekt pod nazwą "35 lat później". Tym razem punkem wyjścia będzie stary przewodnik "Szlakiem osiągnieć 30 lat Polski Ludowej po Białymstoku". Bardzo proszę o potwierdzenie udziału SARP w dyskusji i informację, kto konkretnie będzie Państwa reprezentował jako panelista. Łukasz poinformował mnie o Państwa wstępnym zainteresowaniu, ale zasugerował, bym przesłała Panu bardziej szczegółowe informacje, co też czynię. W razie, gdyby miał Pan jakieś pytania lub wątpliwości, proszę o kontakt mailowy lub telefoniczny (nr tel. w stopce maila). Z wyrazami szacunku. Katarzyna Niziołek Fundacja Uniwersytetu w Białymstoku -- Katarzyna Niziołek e-mail: katarzyna.niziolek@gmail.com tel. 0 668 028 759" ....................................................................................... Tak więc dyskusja zapowiada się dobrze. A jak wyjdzie zalezy od nas samych. (ian)
    ps_44 (2010-01-20 21:21:52)
    pan profesor chyba odleciał nieco od rzeczywistości. w białymstoku, nie ma wzorem miast w krajach o dojrzałym liberaliźmie typowych dzielnic biedy i bogatych. i jedni i drudzy mieszkają obok siebie zarówno w blokach jak i w domach jednorodzinnych. to rozwarstwienie następuje, ale skutki sowieckiego planowania przestrzennego mają się dobrze. u nas wyraziste podziały przestrzenne objawią za jakieś 50 lat. albo i nigdy, jeżeli będzie postępowł taki chaos w inwestowaniu wszędzie i byle jak to dzieje się dziś.
    ian (2010-01-18 09:45:30)
    ten głos poniżej to chyba wgędem konkursu na TBS w zakładce "wydarzenia"? a nie w sprawie komentowanego artykułu? to tak w kwestii formalnej.
    filipek (2010-01-18 09:42:25)
    ale żeby doktor habilitowany i doktor zwykły, oboje architekci godzili się na to by w sądzie projekty architektoniczne sądził prawnik to ... dokąd to wszystko zmierza? a architekci startują w takim konkursie z takim sądem? no i czy należy używać tytułow naukowych jako neonów reklamowych w takich marnych przedsięwzięciach.
    xiatl (2010-01-18 09:14:38)
    nie ciskaj się, koledzy trzepią kapuste i nie mają czasu na pierdoły. a doktoraty trzeba robić żeby cię nie "wyrotowali", a z doktoramem masz pewność opłacenia zusu przez politechnikę i możesz ... trzepać kapustę chałturząc w pracy. jest interes? jest!
    inny_architekt (2010-01-17 18:43:28)
    ciekawe, że o przestrzeni naszego miasta autorytatywnie wypowiadają się specjaliści od socjologii czy środowiska, historycy sztuki, prawnicy, czasem zabierze głos jakiś oderwany od pracy projektant czy urzędnik, a nie słychać głosu naszych utytułowanych naukowców od architektury. Przecież mamy jakichś profesorów, doktorów i młodych doktorantów, chciałoby się posłuchać ich światłych wypowiedzi w temacie zmian przestrzeni naszego miasta. czy idzie ku lepszemu czy bedzie gorzej? co na to nauka polska? co maja do powiedzenia ludzie nauki?
    ian (2010-01-17 00:43:53)
    Tyle lat szarpaliśmy się o Bojary, prosilismy by nie wpychać ich w role "skansenu", atu znowu "piekny skansen". co to za dziwne tęsknoty za skansenami? tęsknota za prymitywem? chęć powrotu do Ziemowitów czy Witołdów? Bojary to powinna być żywa dzielnica a nie skansen. pełna kefejek, galerii, i różności ale zamieszkana przez ludzi a nie truchło do oglądania jak ten skansen wsi w Jurowcach!